Nowe podejście do promocji filmów krótkometrażowych. Rozmowa z Damianem Wisem

Jakie działania marketingowe podejmują twórcy niezależnych filmów krótkometrażowych? Czy crowdfunding może posłużyć jako narzędzie wspierające powstanie takiej produkcji i jej promocję oraz jakie tak naprawdę jest zainteresowanie tematyką postapokaliptyczną w kraju. Te i inne kwestie wyjaśnia Damian Wis, producent filmu Dezolacja


Jak z perspektywy filmowca oceniasz video marketing?

Przede wszystkim niezmiernie cieszy mnie fakt, że w kręgach marketingowych zaczyna wzrastać świadomość medium jakim jest video. W końcu marketerzy mają niebagatelny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Książki takie, jak „Video marketing nie tylko na YouTube” autorstwa Magdaleny Daniłoś są bardzo potrzebne. Kiedy zaczynałem swoją pracę filmowca, to znaczna część filmów jakie realizowałem powstawała z dwóch powodów - albo budujemy nową inwestycję i chcemy film, który pokaże jaka jest ładna, albo klient mówił wprost - chcemy mieć film promocyjny, bo nasza konkurencja ma już taki i my też musimy mieć. To było bardzo zachowawcze myślenie. Całe szczęście jest go dziś coraz mniej. Mam nadzieje, że wzrost świadomości medium filmu po pierwsze zaowocuje powstawaniem produkcji, które lepiej spełniają rzeczywiste potrzeby klienta, a po drugie zwiększy się liczba dobrych i odważnych kreacji. Niektórzy marketerzy świetnie wykorzystują media społecznościowe i ich filmowe możliwości, oby takich osób przybywało.

Jeśli już mowa o odwadze. Stoisz teraz przed dużym wyzwaniem. Produkujesz niezależny film postapokaliptyczny. Skąd taki pomysł? Przecież w Polsce nie kręci się filmów fantastycznych?

Choć w głównym nurcie jest z filmami tego gatunku słabo, to w świecie niezależnych filmów krótkometrażowych sporo zaczyna się dziać. Chcemy dołączyć do tego ruchu i pokazać, że można zrobić fajne niezależne gatunkowe kino w Polsce. Tym bardziej, że jest nimi zainteresowanie. Sukcesy zaliczają kolejne zbiórki filmów zaliczanych do szerokiego gatunku jakim jest fanstastyka. Wymienić należałoby „Wirujący Keks” w reżyserii Nikodema Wojciechowskiego, „Pół wieku poezji później” (fanowska produkcja oparta o świat znany z powieści Andrzeja Sapkowskiego) czy film pod tytułem „Konstruktor”. Wprawdzie to wszystko filmy krótkometrażowe, ale to tylko kwestia czasu aż w środowisku niezależnym powstanie pełnometrażowy film, który trafi do szerokiej dystrybucji kinowej. Twórcy filmowi zdobywają szlify nie tylko w reżyserii filmu, ale również w marketingu. To na pewno zaowocuje w przyszłości.

Dlaczego akurat film postapokaliptyczny?

Dla wielu Górny Śląsk i jego przemysłowe dziedzictwo może być powodem do wstydu. Jednak nie dla mnie. Ja znajduję w nim piękno. Codziennie jeżdżąc do pracy przejeżdżam obok nieczynnej kopalni. Skala tego obiektu budzi we mnie podziw i zachwyt. Pomyślałem, że byłoby świetną sprawą, gdyby te obiekty z przeszłości mogłyby opowiedzieć historię o przyszłości. Te opuszczone budynki pomogą pokazać, że poszanowanie tradycji i wartości jest ważne. A budynki kopalń zaświadczają o przeszłości i pięknej tradycji regionu. I tak wszystko potoczyło się w kierunku realizacji „Dezolacji”. Szkoła tworzenia filmu niezależnego mówi, że należy tworzyć filmy z tego co jest pod ręką. Mam do dyspozycji atrakcyjne lokalizacje, które dla osób z dalszych części kraju są egzotyczne. Ponadto Śląsk, to też kopalnia ciekawych ludzi. Udało mi się skompletować świetną ekipę. Reżyserką jest Katarzyna Zagajna, która ma niesamowitą zdolność dostrzegania piękna, tam gdzie wielu go nie znajduje. Kostiumografem jest Łukasz Sieroń, który robi stroje postapokaliptyczne na światowym poziomie. Otoczenie, w którym żyję jest zachwycające i inspirujące pod wieloma aspektami.

Jak radzisz z sobie marketingiem takiego projektu? To bardzo niszowa produkcja.

Może zacznę od podzielenia się pewną obserwacją. Wśród wielu filmowców, którzy podejmują się kręcenia krótkometrażówki panuje przekonanie, że dystrybucja filmu, to tylko i wyłącznie wysyłanie filmu na festiwale. Twórcy nie zauważają, że dzięki mediom społecznościowym i crowdfundingowi mogą zbudować wokół siebie silną grupę fanów, którzy mogą ich wspierać długofalowo i przy kolejnych etapach rozwoju ich filmowej kariery. Przecież filmy żyją wtedy, gdy mają swojego widza. Zbudowanie relacji z widzem jest dla mnie kluczowe.

Mógłbyś rozwinąć ten temat?

Moim zdaniem, jeśli chodzi o film, to nic tak nie buduje dobrych relacji, jak wspólne przedsięwzięcie i zaangażowanie widza na stosunkowo wczesnym etapie projektu. Dlatego produkuję „Dezolację” z myślą o widzach i dla widzów. Nasz film będziemy mogli ukończyć tylko i wyłącznie z ich zaangażowaniem, ponieważ część budżetu chcemy pozyskać przez kampanię na portalu crowdfundingowym. Dzięki temu nasz widz będzie mógł się poczuć wyjątkowo, w sposób jaki nie jest osiągalny dla dystrybucji kinowej. Otrzyma wyjątkowe nagrody, które (mam nadzieje) po latach będą wywoływać uśmiech na jego twarzy. To jest też powód dla którego jestem entuzjastą tego systemu. Do tej pory wspierałem różne zbiórki jako wpłacający. Tym razem nadeszła pora, by samemu zainicjować taki projekt.

Model crowdfundingu opiera się na systemie świadczeń w zamian za wsparcie pieniężne projektu. Czym chcecie zachęcić potencjalnych widzów do wpłat?

Chcemy zaoferować widzom unikalne doświadczenia i nagrody. Dla przykładu w jednej ze scen w filmie bohaterowie oglądają zdjęcia z czasów sprzed zagłady. To będą zdjęcia osób, które zechcą w taki nietypowy sposób wystąpić w filmie. Bardziej odważni będą mogli spróbować swoich sił na planie filmowym i wystąpić jako epizodysta w specjalnie dla niego zaprojektowanym kostiumie. A dla osób poszukujących wyjątkowych przedmiotów będzie specjalnie zaprojektowana postapokaliptyczna gitara – nasz najbardziej unikalny przedmiot. Staramy się dopasować ofertę do różnych grup odbiorców, a jednocześnie każdemu zaoferować wyjątkowe doświadczenie.


Dużo mówisz o widzach, a co z biznesem? Czy na współpracy z niezależnymi filmowcami może skorzystać firma?

Oczywiście. Przede wszystkim partnerstwo przy takim projekcie, to kolejny powód do tego, by o firmie się mówiło i pisało. Myślę, że PR-owcy powinni stale obserwować projekty jakie są realizowane w crowdfundingowym świecie. Szczególnie, gdy wpisują się w wizję firmy. Każdy twórca, który zaczyna zbiórkę ma też grono swoich fanów, którzy są z nim silnie związani i oni docierają do kolejnych grup. Marka w tym miejscu może wypracować dla siebie bardzo dobrą wizerunkowo pozycję. W takiej sytuacji wszyscy skorzystają. Współpraca z twórcami niezależnymi to dobra okazja do realizacji strategii CSR i budowania więzi z otoczeniem. Żeby ułatwić współpracę przy Dezolacji przygotowaliśmy oczywiście pakiet sponsorski. Jednak stawiamy na kreatywność i elastyczność. Wszystko tak naprawdę zależy od konkretnych potrzeb. Czy firma chce zaprezentować swój produkt w filmie, czy może chciałaby - przy okazji - nagrać prostą 30. sekundową reklamę internetową, albo zorganizować postapokaliptyczny event dla pracowników? Jesteśmy otwarci na współpracę. Możemy też wspólnie opracować jakieś nagrody, które trafią do wspierających. Tak jak mówię, pomysłów może być tyle ile potrzeb.

Czy crowdfunding to nie kupowanie kota w worku?

Zbiórka crowdfundingowa w Polsce to nic innego jak sprzedaż przedpłacona. Dlatego, jako producentowi filmu, zależy mi żeby jak najwięcej było wiadomo o filmie. Wspierający już mogą zapoznać się z przebiegiem fabuły, eksplikacją reżyserską, wyglądem kostiumów i miejscami, w których będziemy realizować zdjęcia. Całą ekipą pracujemy nad tym, żeby mieć możliwie jak najlepszy kontakt z naszymi widzami. Prowadzimy komunikację w czerech obszarach. Mamy dedykowaną stronę internetową z blogiem, gdzie najobszerniej informujemy o projekcie, newsletter dla tych, którzy nie chcą niczego przegapić oraz oczywiście jesteśmy obecni na portalach YouTube, Facebook i Instagram.

Pozostaje jeszcze ryzyko finansowe dla wpłacających?

Crowdfunding daje stosunkowo duże poczucie bezpieczeństwa wpłacającym w modelu „wszystko-albo nic”. I dlatego na niego się zdecydowaliśmy. Polega to na tym, że twórca sam określa kwotę jaką potrzebuje na zrealizowanie projektu. Jeśli w określonym czasie nie uda mu się zebrać 100% zadeklarowanej kwoty, to platforma crowdfundingowa zwraca wszystkim wpłacone środki pieniężne. Twórca nic nie dostaje. Jest to zabezpieczenie dla każdego od prywatnej osoby do mecenasa projektu i sponsora. Zapobiega to sytuacji, w której twórca tworzy dzieło półśrodkami. Lub mimo otrzymania środków film nie powstaje. Innym zagrożeniem, które występuje w crowdfundingu to kilkumiesięczne opóźnienia w realizacji projektu. Sami nakładamy na siebie obostrzenie i naszą zbiórkę będziemy prowadzić poprzez portal Wspieram.to, który regulaminowo stawia wymóg przekazania nagród wspierającym w terminie do 6 miesięcy. Jest to wystarczający czas, by wszyscy wspierający mogli się cieszyć oglądaniem „Dezolacji” w Święta Bożego Narodzenia.

Jak w przyszłości zamierzasz dystrybuować tę produkcję? Sam powiedziałeś, że niezależni filmowcy w dużej mierze ograniczają się do festiwalów.

Wprawdzie takie panuje przeświadczenie, chcę to przełamać. Plan dystrybucyjny podzieliłem na 3 etapy. Pierwszy to dystrybucja filmu do osób, które go wsparły. Biorąc pod uwagę dotychczasowe zbiórki innych ekip, szacujemy, że będzie to około 60 - 80 osób, które otrzymają fizyczną wersję filmu. Dostarczenie nagród planuję na grudzień, żeby zdążyć przed świętami. Dzięki temu, wpłacający będą mogli w rodzinnym gronie oglądać nasz film. A liczba widzów wzrośnie. Drugi etap, to przyszły rok i różnego rodzaju konwenty, zloty fanowskie i tym podobne imprezy w całym kraju. Zakładamy, że w ten sposób film będzie miało okazję zobaczyć od 600 do 800 osób. Dopiero w trzeciej kolejności mogę wymienić festiwale. Jednak trudno mi mówić o konkretach, ponieważ tak naprawdę to spora loteria. A na końcu, jeśli będzie odpowiednie zainteresowanie to w grę wchodzi sprzedaż filmu do telewizji lub na platformę VOD.

Dziękuję za rozmowę
Dziękuję i do zobaczenia w sieci
Trwa ładowanie komentarzy...